Skip to main content

# Wart więcej żywy niż martwy

## O antykruchości jednostki w świecie korporacyjnej specjalizacji

$ markdown wart-wiecej-zywy-niz-martwy.md | render

Wart więcej żywy niż martwy

Nie wiem, czy era ekspertów, którzy są dobrzy w swoich niszach, dobiega końca. Być może, pewne zmiany w otoczeniu biznesowo-ekonomicznym by na to wskazywały. Od czasów Gutenberga dostęp do wiedzy systematycznie tanieje, a przeciętny czytacz książek ma w swoich zbiorach tysiące pozycji, dostęp do internetu, a obecnie również do AI. AI, które działa dwutorowo – jeśli jesteś ekspertem w dziedzinie i dobrze z niego korzystasz, wyniesie Cię na wyżyny eksperckości. A jeśli zaczynasz w nowej dziedzinie, w której wiedzy nie masz – znowu, przy pewnych założeniach co do tego, jak z tego korzystasz, wywinduje Cię w średnie rejony rynku. Wielki, statystyczny kogiel-mogiel.

Wybór specjalizacji nigdy nie był tak trudny jak dziś. Specjalizacji, w którą przecież my uwierzyliśmy – bo taka była narracja powojenna. Być w czymś dobrym. I wtedy nie wiedzieliśmy jednego – że dynamika zmian spowoduje, że dzisiejsza umiejętność jutro może być już niepotrzebna. To są historie tych nieszczęśliwych jednostek – 20 lat kariery w jednej firmie, a potem zwolnienie jednym mailem. I z perspektywy tak potraktowanej osoby – to jest trzęsienie ziemi. 20 lat sumiennego szlifowania warsztatu, który nie jest już potrzebny. Nie chcę być złym prorokiem, ale na moje, to takich historii w nadchodzącym dziesięcioleciu – będzie więcej.

Komu to służy

Ale zauważcie – komu służy ta narracja wyżej? Czy jednostce, czy ciału znacznie większemu – systemom korporacyjnym, administracji publicznej i systemowi podatkowemu. Jednostka, która jest dobra w jednej rzeczy, bardzo szybko staje się zakładnikiem koniunktury. Jest popyt – odcina kupony, nie ma popytu – tonie w długach. Jednostka taka staje się zależna od uwarunkowań rynkowych. I nie, nie trzeba tu dorzucać teorii spiskowych oraz historii o złych korporacjach. Tak działają te mechaniki. Normalnym oczekiwaniem w stosunku do biznesu jest to, że generuje pieniądze, całkiem naturalne w takim systemie, że będzie podążał za możliwie największym zyskiem. Jak jest większy – to wolniej, bo inercja, jak mniejszy – to szybciej, bo mniej ruchomych części. Ale to się będzie działo, bo po takich wartościach budujemy świat. Ten taki, trochę mityczny, kapitalistyczny motyw, że jak mi będzie dobrze, to innym również. To oczywiście działa, do pewnego momentu. Bo jak ja mam więcej, to pójdę do fryzjera, zamiast obcinać włosy samemu. Co nie zmienia faktu, że potrzebuję fryzjera góra raz w miesiącu, i nie więcej.

Antykruchość

Kruchość - to niszowy ekspert, sorry! Ale to działa do momentu, do którego działa otoczenie biznesowe. Antykruchy to taki, który ma wiele umiejętności i pomimo otoczenia sobie poradzi. To taki ktoś, z którym system nie wie co zrobić. Multiplikujesz swoje przychody. I nie, nie chodzi o to, że w tej samej niszy, chodzi o to, że w wielu niezależnych potokach. Nabywasz umiejętności, które mogą, ale nie muszą być komplementarne. Często gdzieś na Facebooku widzę te dyskusje ludzi z IT – ktoś wrzuca stawki gościa, który układa płytki, ktoś inny się rozmarzy, że by fajnie było tyle w IT zarabiać. Oczywiście – zwykle te stawki to jest jakieś top 5% układaczy płytek, w IT też przecież mamy rozkład, zwykle bardzo przypominający normalny. Są ludzie w ogonie "na prawo" zarabiający znacznie więcej niż średnia, są ludzie w ogonie "na lewo" zarabiający znacznie mniej niż średnia. Zresztą jak ktoś nie pamięta, to polecam zapoznać się z charakterystyką rozkładu normalnego. A wracając do glazurnika, ci mądrzejsi odpisują tak: "to się naucz układać płytki". I to jest w zasadzie doskonała rada. Nie znam się na płytkach, to się wypowiem, ale wydaje się, że w tych fizycznych zawodach po około dwóch latach praktyki można dojść z umiejętnością na poziom, który umożliwia już zarabianie. Jak zacząć? A skuj sobie płytki w łazience i pierwsze połóż sam sobie. Żona będzie musiała wybaczyć. I ta rada, ona wcale nie jest taka głupia, jak się wydaje. Bo tym sposobem przechodzimy do czegoś, co zaprząta mi głowę już jakiś czas: jak być potrzebnym i zbudować dookoła siebie taki kapitał ludzki (społeczność), która Cię chroni, bo wie, że żywy jesteś wart więcej niż martwy?

A ja?

I tu muszę się zatrzymać, bo sam nie jestem wzorcowym przykładem ofiary korporacyjnej narracji. Nigdy nie byłem na etacie, miałem wielu klientów, multiplikowane przychody – teoretycznie antykruchy. A jednak się spaliłem. Bo antykruchość to nie tylko wiele źródeł dochodu w jednej branży – to wiele wymiarów, w których tworzysz wartość. Dopóki wszystkie moje miesięczne godziny szły w jeden kanał – byłem kruchy, tylko tego nie widziałem.

Żywy czy martwy

Wyobraźmy sobie scenariusz post-apo. Walnęły atomówki, elity finansowe ukryły się w swoich bunkrach na Nowej Zelandii (one się podobno naprawdę budują!). I rozważmy, co się może zadziać. Bunkier tego typu może być ukryty globalnie, ale nie będzie ukryty lokalnie, zawsze ktoś wie, gdzie to powstało, lokalne firmy budowlane, dostawcy dywanów, jedzenia czy wody. W świecie, w którym brakuje zasobów, taki bunkier bardzo szybko stanie się obiektem pożądania ludzi, którzy nie będą mieli nic do stracenia. I jakbym mieszkał w takim bunkrze, to próbowałbym się zabezpieczyć przed takim scenariuszem, ale masa zawsze wygra. Koszty będą duże – ale patrz wyżej, to ludzie, którzy nie mają nic do stracenia, bo albo bunkier, albo śmierć głodowa. To są tego rodzaju dylematy. Dochodzi jeszcze ten czynnik, że środek i dół nie bardzo lubi elity, agresja tłumu, odpowiednie narracje i mamy gotowy "pucz".

A teraz inny motyw, tak by zobrazować to, o co mi się rozchodzi – klimat się nadal zmienia w sposób przez nikogo niekontrolowany i za parę lat nasze sieci energetyczne tego nie wytrzymują – bo zima była ekstremalna, mamy blackout i zwędzoną sieć energetyczną, przywrócenie tego do życia – to powiedzmy pół roku. Nie mam pojęcia, czy taki scenariusz jest możliwy – użyj wyobraźni. No i przychodzi czas żniw, dostawy paliw i cała ta nowoczesna logistyka stoi, bo większość sił przekierowana na naprawę sieci energetycznych przed kolejną zimą. I ludzie wracają do kos. A ty jesteś na tej swojej wsi typem, który potrafi taką kosę naostrzyć. To nie jest wybitnie trudna umiejętność do nauczenia – i każdy rolnik to pewnie sam sobie ogarnie. Ale by zobrazować to, że stałeś się ważniejszy żywy niż martwy! A jak do tego potrafisz skonstruować młyn i go uruchomić z tego, co jest – to już zupełnie inna rozmowa.

I w ten sposób Twoja umiejętność stała się na tyle istotna, że społeczność dookoła będzie Cię chronić i będzie do Ciebie przychodzić w potrzebie. Spróbuj to zmapować na świat biznesowy – możesz dojść do ciekawych wniosków.

System nie wie

System nie wie, co zrobić z takimi jednostkami. Z jednostkami, które potrafią tworzyć wartość w obszarach niepowiązanych, które mają kilka asów w rękawie. Ale są też oczywiste, według mnie, korzyści psychologiczne dla samej jednostki: nie jesteś nigdzie uwiązany. Już nawet nie na poziomie firmy, a poziomie całego sektora. Stajesz się niezależnym bytem, który wchodzi w interakcje z systemem tylko wtedy, kiedy ma potrzebę. W takim położeniu łatwiej powiedzieć szefowi, że się myli (o ile naprawdę się myli). Pomijając już przypadki skrajne, jak mobbing, toksyczność miejsca pracy. I jedyne w zasadzie, co tu trzeba zrobić, to podumać nad tym, jakie umiejętności mogą być przydatne za 5, 10, 20 lat – i zacząć je nabywać.

Osobiście cenię niezależność do tego stopnia, że jestem w stanie robić kroki w tył, by potem robić kroki w przód. I jak rozumiem, nie dla wszystkich to jest ważne, tak zostawiam pod rozwagę.

Similar Content Found:

nietechniczne-sciezki-kariery-w-it.md

# NIEtechniczne ścieżki kariery w IT

## Którędy wbić w IT bez hard skills?

tags:
author: Sebastian Opałczyński
created:
czerwone-i-zielone-swiata-na-rekrutacji-it.md

# Czerwone i zielone światła na rekrutacji IT

## Na co uważać by nie wejść na minę